Sielskie wesele w Zalesiu

Są takie dni i takie pary, do których wraca się z ogromnym uśmiechem. Ewa i Roland to dokładnie ta historia. Najpierw fotografowałem wesele ich znajomych, potem pojawili się oni… a teraz znowu spotkaliśmy się na kolejnym świętowaniu. Uwielbiam takie momenty, kiedy wchodzę do domu i czuję, że jestem wśród ludzi, których już znam, którzy mi ufają i przy których praca jest po prostu czystą przyjemnością.

Dzień zaczął się spokojnie, w ich mieszkaniu w Krakowie — bez pośpiechu, bez niepotrzebnego stresu. Atmosfera była dokładnie taka, jak oni: ciepła, wesoła i bardzo „domowa”. Trochę wzruszeń, trochę śmiechu, dużo bliskości. Taki start dnia od razu ustawia klimat na całą resztę.

Potem ceremonia w kościele — piękna, naturalna, pełna emocji. Tyle. Bez rozpisywania się o miejscach, bo w tym dniu najważni byli oni i ich bliscy.

A później przenieśliśmy się do Zalesia w Wieliczce — miejsca stworzonego do sielskich wesel. Zieleń, przestrzeń, luz. Idealny klimat na rodzinne spotkanie, gdzie każdy czuje się swobodnie. Pogoda dopisała tak, że przez większość dnia można było po prostu cieszyć się plenerem. Był DJ, dużo tańców, dużo śmiechu i dużo momentów, które zapamiętam na długo.

Lubię takie wesela — bez nadęcia, bez przesady, bez wielkich sal. Po prostu ludzie, którzy chcą spędzić ten dzień razem, po swojemu. Ewa i Roland dokładnie to zrobili.

To jedna z tych historii, po których wracam do domu z myślą: „Lubię tę pracę. Lubię tych ludzi.”
I mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się na kolejnej imprezie w tym gronie.